piątek, 24 lipca 2020

piąty

 - Kryminał czy dramat? - pyta Zuza poprawiając się na fotelu. Potrzebuję chwili, żeby doszedł do mnie sens jej słów, jednak gdy rzuca mi wyczekujące spojrzenie marszcząc nosek wzruszam tylko ramionami, bo może ciężko w to uwierzyć, ale rodzaj filmu jaki zobaczymy jutro nie jest moim priorytetowym zmartwieniem. - Kuba, musisz coś wybrać - widzę jak przewraca oczami jednak zauważam te rozbawione iskierki w jej oczach, gdy po chwili wybucha śmiechem czym przywołuje do siebie śpiącego w korytarzu psa. 
 Przewracam oczami, bo przecież przez ostatnie dwa miesiące to ja byłem tym narzekającym, że studentka nie umie podjąć żadnej decyzji. Spoglądam z uśmiechem na uradowaną Arizonę, która sprawiła, że miałem ochotę ruszyć się z domu ba! suczka wraz z właścicielką namówiły mnie nawet do niedzielnego porannego biegania jeśli tylko byłem w Bełchatowie. Nie spodziewałem się, że tak szybko złapię z brunetką tak dobry kontakt, ale z dnia na dzień stało się jasne, że bawią nas te same rzeczy i możemy godzinami kłócić się o to czy turkusowy to bardziej zielony czy niebieski. Spędzaliśmy razem właściwie każdą wolną chwilę, zdarzało się nawet, że bawiłem się z Arizoną gdy Zuza uczyła się na kolejne zajęcia. Przyzwyczaiłem się do jej uczulenia na orzechy, do jej korzennych perfum, których zapach roznosił się po mieszkaniu przy każdym jej ruchu. Udało mi się nawet kilka razy namówić ją na wyprawę na mecz i pamiętam jak bardzo śmiałem się gdy próbowała pokazać mi, że zrozumiała podstawowe zasady gry w siatkówkę. 
 - Komedia romantyczna? - rzucam bezmyślnie przywołując do siebie labradora, który wskakuje na kanapę obok ciebie oczekując pieszczot. 
 - Udam, że tego nie powiedziałeś - rzuca chłodno, bo nie zdążyłem wam powiedzieć, że jeśli jest coś czego Zuzanna nie jest w stanie znieść z godnością to są właśnie to łzawe komedie romantyczne, bo ja mówi "na końcu i tak będzie happy end" - ja co prawda do szczęśliwego zakończenia nic nie miałem, ale szanowałem jej podejście i godziłem się na kolejne horrory, thrillery i nawet filmy biograficzne. - Kupiłam bilety na piątek. 
 Kiwam głową gdy rzuca w moją stronę przytyk, że na pewno i tak zapomnę uśmiechając się przekornie. Łapiemy kontakt wzrokowy i jestem prawie pewny, że widzę w jej zielonych oczach ten sam brak komfortu co w moich gdy ten kontakt się przeciąga, gdy staje się zbyt długi, zbyt mocny, zbyt intymny. Czuję jak przez moje ciało przemyka fala ciepła i nie chcę ani was ani siebie okłamywać, że studentka mnie nie pociąga. Mam wrażenie że mógłbym patrzeć w jej oczy dużo dłużej, może nawet już zawsze? Odganiam od siebie myśli, które mogłyby skompilować każdą platoniczną relację między kobietą a mężczyzną. Widzę jak dziewczyna rozgląda się po mieszkaniu, jakby nagle moje obecność zaczęła ją parzyć, jakby szukała nawet najgłupszego powodu, żeby wyjść, uciec. 
  - Muszę lecieć - rzuca, gdy jej wzrok pada na powieszony na ścianie zegar. - Mam zajęcia za pół godziny - wzdycha, jednak wiem, że oboje cieszymy się z tego obrotu spraw, bo niezręczniej nie mogło być. Widzę jak zabiera z podłogi torbę wypełnioną książkami i przebiega mi przez głowę myśl, że wcale nie chcę, żeby wychodziła. Jednak żadne z nas nic nie mówi póki nie stajemy przy drzwiach wejściowych do mojego mieszkania i czuję, że mamy potrzebę wypowiedzenia tylu słów, wyjaśnienia tylu znaków, gestów uczuć, że silimy się tylko na niezręczny uśmiech i życzenie miłego dnia. 
  - Zuza - mówię nim jeszcze zdążę pomyśleć, gdy otwiera drzwi i widzę jej wystraszone spojrzenie. Patrzymy na siebie tak samo jak jeszcze kilka chwil temu a mój wzrok mimowolnie przesuwa się na jej usta i chociaż walczę ze sobą to nie umiem wygrać z tym, że w tym momencie bardzo mocno chciałbym ich posmakować. Widzę jak zagryza skołowana wargę i dostrzegam pod warstwą makijażu jej zaróżowione policzki. Nawet nie wiem w którym momencie zaczyna dzielić nas tylko kilka centymetrów, czuję jak mocno się we mnie wpatruje, słyszę jak ciężko oddycha i jedyne o czym marzę w tej chwili to możliwość dowiedzenia się o czym myśli, czy chce tego tak bardzo jak ja. Wiem, że jeśli ją pocałuję to wszystko się zmieni, ale jakoś mnie to nie przeraża, chcę tego, chcę zabrać ją na randkę, chcę podczas spaceru z Arizoną chwycić ją za rękę i czuję, że cała przyszłość wisi właśnie na tej chwili, więc zaciągam się po raz kolejny jej perfumami jakby były dla mnie powietrzem. 
  - Kuba - słyszę jej cichy głos i właśnie w tej chwili zaczynam znowu dostrzegać nie tylko jej zielone oczy. Nie wiem ile czasu czułem jakbyśmy byli na świecie sami, może to trwało kilka sekund a może powinienem liczyć to w minutach? Widzę jej zmieszanie, gdy odsuwa się ode mnie unikając mojego wzroku, gdy naciska klamkę ciągnąć labradora gdy rzuca tylko drżącym głosem: - Muszę iść, cześć. 
   Przeklinam to wszystko pod nosem słysząc trzask drzwi i przez chwilę myślę, że może właśnie straciłem swoją szansę? Może nigdy więcej nie będę dzielił z nikim takiego momentu, gdy zapominasz o całym świecie. Jestem skołowany, nie wiem co ze sobą zrobić i tak, wiem, że nie jestem w stanie myśleć trzeźwo dlatego głupio słucham się ostatnich porywów zakochanego serca, gdy po dźwięczym "chcę zacząć jeszcze raz" wsiadam w samochód i pędzę na złamanie karku w stronę Lublinka tylko po to, żeby po raz kolejny okłamać siebie, że to jest definicja mojego szczęścia.



***

   Otulona szczelnie puchową, błękitną kurtką przemierzałaś odległość dzielącą cię od wejścia do obiektu sportowego mieszącego się w Jastrzębiu Zdrój. Zerknęłaś przelotnie na blondynkę, która nasuwała na uszy chłopca ciemną czapkę z pomponem i uśmiechnęłaś się pod nosem, myśląc o zadowoleniu Tomka, gdy ujrzy was wszystkich zgromadzonych wokół boiska. Przystanęłaś przy wejściu dla mediów i przykucnęłaś przy blondynie, mierząc dłonią jego włosy.
  - Tylko bądź grzeczny.- poprosiłaś, posyłając mu szeroki uśmiech.
  - Dobrze, mamo.- skinął głową i wtulił się w ciebie. - Tatuś dziś wygra, prawda?- w jego niemalże identycznych oczach jak Fornala ujrzałaś tlącą się nadzieję.
  - Nie ma ku temu najmniejszej wątpliwości.- zaśmiałaś się. - Dziękuję, że Pani przyjechała.- tym razem zwróciłaś się do nauczycielki, posyłając jej delikatny uśmiech.
   - Zrobiłam to dla Tomka, nie dla ciebie. -prychnęła i oddaliła się z twoim dzieckiem. 
Westchnęłaś głośno, tracąc pokłady nadziei, że kiedykolwiek będziesz miała z krakowianką normalne, życzliwe kontakty  i odwróciłaś się na pięcie, aby okazać ochroniarzowi swoją przepustkę oraz zameldować się na hali. Przystanęłaś niedaleko stolików przeznaczonych dla dziennikarzy i z przechyloną głową przyglądałaś się skupieniu wymalowanemu na twarzy bruneta. To mógł być jego wielki dzień. Miał niesamowitą szansę ukazać dziś całej siatkarskiej Polsce swój talent i otworzyć sobie furtkę do reprezentacji Polski, w której cholernie pragnęłaś by się znalazł. W głębi czułaś, że podoła i utrzyma fundamenty przyjęcia w kadrze, a dodatkowo osiągnie szczyt swoich marzeń, największych pragnień. Wydawał się totalnie odcięty od rzeczywistości, pogrążony w swoim świecie. Sprawiał wrażenie, jakby był tylko on i boisko i nikt lub nic zupełnie innego. Wpatrywałaś się w jego obraz niczym zahipnotyzowana i dochodziłaś do wniosku jak bardzo dojrzał. Kiedyś obserwując go przed spotkaniem jego siwo-błękitne tryskały roześmianiem i błogością, a na rozgrzewce kilka piłek uciekło w trybuny z powodu roztrzepania. Obecny Tomasz Fornal imponował emanującym od niego spokojem. Jego oczy były wyraźnie nieobecne, gdyż w głowie on już rozgrywał spotkanie. Miło było ci obserwować jego rozwój, ale nie wiedziałaś, które oblicze przyjmującego wolałaś. Kochałaś go wtedy i teraz. Kąciki twoich ust musnęły wyżyny, a twoje oczy zarejestrowały obraz spoczywającego na krześle bruneta, który ocierał kropelki potu ociekające z jego czoła pomarańczowym ręcznikiem. Sięgnął po plastikową butelkę i uzupełnił utracone podczas części rozgrzewki płyny, po czym ponownie wrócił do wysiłku.  Tak bardzo pochłonęło cię podziwianie Tomka na rozgrzewce, że nie zauważyłaś nawet, kiedy spotkanie zostało zainaugurowane. Tomek już w pierwszych akcjach dał  sobie znać przeciwnikowi, wykonując skuteczny kontratak. Zaśmiałaś się, obserwując Aleksandra, który poderwał się z krzesełka i zacisnął pięść z radości. Ten gest z pewnością odziedziczył po ojcu. Po chwili usatysfakcjonowana zerknęłaś w kierunku tablicy wynikowej, gdzie wyraźnie seta zwycięstwem zamknął gospodarz. Pani Fornal solidnie uderzyła dłonią o rękę Olka, posyłając mu szeroki uśmiech, a ty przez moment pomyślałaś jakby to było idealnie, gdybyś się z nią dogadywała tak dobrze jak on. Westchnęłaś i powróciłaś wzrokiem na plac gry, gdzie zespoły zdążyły kontynuować już grę. Ta odsłona jednak była niezwykle zacięta i mimowolnie uśmiechałaś się pod nosem, obserwując na przemian radość i złość u Tomka. Właśnie on solidnym uderzeniem ze skrzydła zakończył drugą odsłonę meczu. Odetchnęłaś z ulgą, opadając na krzesło po wybuchu euforii i puściłaś oczko w kierunku Aleksandra, szepcząc "jeszcze jeden". Pokazał ci zaciśnięte kciuki w odpowiedzi i wdał się w rozmowę z babcią.  Skrzywiłaś się, obserwując furię u twojego chłopaka, któremu sędzia po fatalnej wystawie od Popiwczaka zarzucił piłkę rzuconą. Naprawdę rozumiałaś jego nerwy, ale była jeszcze szansa na wygranie tego meczu, lecz Fornal nie próżnował i momentalnie zjawił się przy słupku sędziego, próbując z nim polemizować.
    -Tomuś, chłopie, odpuść sobie no.- mruknęłaś pod nosem, przewracając oczami.
  - Chyba sama już wiesz, że nie masz co na to liczyć.- zaśmiała się twoja koleżanka z fachu.- W łóżku pewnie też taki zawzięty.- zachichotała, poruszając znacząco brwiami.
   - Powiedzmy.- skwitowałaś, zanosząc się śmiechem.
W momencie przeniesienia wzroku ponownie na boisko Mihajłow zdobył decydujący punkt i zapisał seta na koncie Zenitu. Tomek wyraźnie nie był tym zachwycony, ale na kilka sekund zawiesił wzrok na trybunie, w której odnalazł syna oraz matkę. Zdeterminowany wtargnął ponownie na parkiet, odrzucając wodę na siedzenie i nie pozostało ci nic innego jak zadowolić się z tego powodu, czego oznaką był subtelny uśmiech na twoich ustach. Wcielił to w życie i stał się górującym na boisku zawodnikiem. Kończył swoje akcje, popełniając nieliczne błędy, co  niezmiernie cię cieszyło. Czwarta partia meczu zdecydowanie grana była pod jego dyktando, czego dowodem był choćby piekielnie mocny serwis, który stał się asem.  Wrzasnęłaś uradowana i zaklaskałaś w dłonie, zaciskając po chwili solidnie kciuki. Piękny pipe, a później wywalczenie piłki meczowej przez Depowskiego.
      - Aut! To był aut!- wydzierał się jastrzębski spiker.
Poderwałaś się z krzesła i po mimo, że byłaś dziennikarką i  nie powinnaś tak emocjonować się zwycięstwem jednej z drużyn rzuciłaś się na szyję koleżanki, krzycząc niewyobrażalnie. Skakałaś wraz z nią, lecz po chwili przeprosiłaś ją za swój wybuch i przystanęłaś, aby ochłonąć. Nie było ci to jednak dane, bowiem spiker ogłosił najlepszego zawodnika meczu i został nim wybrany nie kto inny jak twój chłopak i ojciec twojego dziecka. Przyłożyłaś dłonie do rozpalonych policzków i przymknęłaś powieki, czując gromadzące się pod nimi łzy. Zrobił to. Wykazał się, zaprezentował innym swój wachlarz umiejętności i owocnie otworzył sobie drogę ku przyszłości. Byłaś z niego tak cholernie dumna. Wysłałaś pośpiesznie relacje z meczu do naczelnej i zamknęłaś laptopa, chowając go do torby. Przedzierałaś się pomiędzy chmarą mediów, ale nie obchodziło cię to jak cholernie ciężkie to było. Musiałaś go zobaczyć. W końcu przystanęłaś przy barierkach i ujrzałaś jego roześmianą twarz oraz poczochrane chwile temu przez Popiwczaka włosy. Ku twojemu zdziwieniu nie podszedł do ciebie. Nawet nie raczył wykonać kroku. Zamiast tego powędrował w kierunku rodzicielki i syna. Zamknął Olka w solidnym uścisku, a policzki blondynki przelotnie ucałował.  Usiadł na bandzie i wdał się z nią w rozmowę, zupełnie tak jakby ciebie tu nie było, jakby nic się nie stało.
    -Lena...-usłyszałaś za sobą damski głos.
   -Daj spokój, Ania. - odparłaś, napotykając jej współczujące spojrzenie.- Leć do Kuby.- potarłaś jej ramie.
Sama natomiast minęłaś ją i wściekła zatrzasnęłaś za sobą drzwi do wejścia do strefy mediów. Wsparłaś się o nie plecami i przymknęłaś powieki, zdając sobie sprawę, że zasłużyłaś na takie traktowanie. Powinnaś być z nim szczera, powiedzieć co się wtedy wydarzyło, ale nie chciałaś przekreślić wspólnej przyszłości, a miał prawo to zakończyć. W końcu mieliście mówić sobie prawdę, a ty ją przed nim zataiłaś. Słona ciecz nagle przyozdobiła twoje policzki, pociągając za sobą strugi tuszu do rzęs. Drżałaś. Nie zważałaś na ciekawskie spojrzenia przechodniów. Po prostu dałaś upust swoim emocjom. Rozwarłaś oczy i ujrzałaś przechodzącego obok ciebie przyjmującego. Momentalnie uchwyciłaś go za ramie i nabiłaś się na te siwo-błękitne tęczówki pełen zapytania.
    - Tomek, dlaczego ty mi to robisz?- wychrypiałaś.
   - To proste. Nie mówisz mi prawdy, więc nie zasługujesz na świętowanie tego sukcesu ze mną. - wypowiedział, gładząc dłonią skórę twojego policzka. - Dzięki za sprowadzenie Olka i mamy.- dodał i zniknął za drzwiami szatni.



* * *


ret: Czy Kuba już się wplątał czy jeszcze nie?  O tym będzie w następnym rozdziale no i wróci moja ulubiona postać czy Domi, bo kto jak nie ona może zostać terapeutką naszego Kubusia?

Tomek w ciągu dalszym nieufnie podchodzi do Leny, a ona mimowolnie się od niego odsuwa choć wcale tego nie chce :/ Tu u nich się jeszcze sporo zadzieje :D Do zobaczenia ;*